I co teraz, PiSie?

Nie chciałbym być na miejscu PiSu. Nigdy, a zwłaszcza teraz. Opór społeczeństwa (oczywiście nie całego) rośnie, zamiast słabnąć. Za pół roku PiS będzie podejmował decyzję - wycofać się i oddać władzę, czy brnąć w stan wyjątkowy i powtórkę z grudnia 81 roku? Kiepski wybór, ale nie widzę innej opcji.

Fakt, że PiS ma większość w parlamencie sprawił, że partia ta zaczęła wierzyć we własną propagandę. Zwłaszcza w to, że rzekomo reprezentuje wolę narodu. Całego. No, może bez niektórych ekstremów, ale "zdrowy trzon" popiera posła Kaczyńskiego. Zgodnie z tym założeniem rozpoczął "czyszczenie" przestrzeni publicznej (trybunał, media, administracja): potencjalni przeciwnicy mieli być wyeliminowani albo zastraszeni. A tu nagle, nie wiadomo skąd, w ciągu miesiąca zorganizował się ruch społeczny, który wyprowadza dziesiątki tysięcy ludzi na ulicę. I jeszcze w dodatku - nie ma na to kontrakcji "lepszej części społeczeństwa". To sfrustrowało, wywołało agresję i złość małego dziecka, które zamarzyło sobie wieczór bajek, a tu po godzinie przychodzą rodzice i mówią, że dość, bo to szkodzi na oczy. To nie tak miało być. Naród przecież miał popierać dobrą zmianę. Niewdzięczny naród.


PiS postanowił ten opór zbagatelizować, zignorować, zakrzyczeć, wyszydzić i wyplenić naraz. Dlatego kolejne działania tej partii wyciągają na ulicę coraz więcej osób. Gdy rozpoczęła się zawierucha z Trybunałem Konstytucyjnym - wyszło na ulicę stolicy kilkadziesiąt tysięcy osób. Gdy znalazły się teczki Kiszczaka - liczba ta się co najmniej podwoiła. PiS zaostrza retorykę, dzielenie społeczeństwa na lepszych i gorszych, coraz bardziej izoluje nas na arenie międzynarodowej. Widocznie poseł Kaczyński uznał, że był zbyt pobłażliwy dla tej chorej części społeczeństwa, a upragnione przez niego poparcie społeczne nie zwiększa się, bo KOD i inne fanaberie traktowane są przez jego świtę zbyt łagodnie. Wystarczy dokręcić śrubę, to naród go wreszcie pokocha.

I tu pojawia się pytanie - jak długo tak można? Co jeszcze nam PiSie szykujesz? Widać wyraźnie, że naród entuzjazmu nie traci - coraz go więcej na ulicach. Miało być jak na Węgrzech - cicho i potulnie, a tu nic nie wychodzi. W związku z tym - co dalej PiSie? Czym się skończy "dociskanie" nawet nie opozycji, a ruchu społecznego, który buntuje się przeciwko takim metodom sprawowania władzy?

Widzę 2 opcje. W pierwszej - w ciągu kilku miesięcy skokowego zaostrzania presji na niesubordynowaną część społeczeństwa - Kaczyński będzie stopniowo opuszczany przez zwolenników i popleczników. Spora ich część znajdzie gdzieś w sobie granice tego, co są w stanie zrobić, popierać, zgadzać się w imię dobrej zmiany. Inwigilacja, aresztowania, uprawianie brutalnej i prostackiej propagandy i całkowite zaprzeczanie rzeczywistości stanie się nie do zniesienia, zwłaszcza dla "softPiSu". System zje własny ogon przy jakimś kolejnym wymyślonym, podkręconym i źle rozegranym kryzysie w państwie. Będzie chwilę straszno, potem śmieszno, a potem Kaczyński skończy się raz na zawsze.

Druga kończy się po prostu stanem wyjątkowym. Posłowi Kaczyńskiemu udaje się zewrzeć szeregi, utrzymać mobilizację zwłaszcza w resortach siłowych. "Odnajdą" się dowody na powiązania KODu z Putinem, Macierewicz ogłosi, że kolejna demonstracja to hybrydowy atak, dalszy scenariusz już przerabialiśmy.

Tak więc pytanie PiSie, który scenariusz nam zafundujesz? Czy Ty, szeregowy członku tej partii, wierzący w dobrą zmianę chcesz powtórki ze stanu wojennego, czy wolisz odrobinę śmieszności, wycofania się zanim będzie za późno? Co niestety wiąże się z Trybunałem Stanu dla prezydenta Dudy za niezaprzysięganie prawidłowo wybranych sędziów. Dla premier Szydło za niedrukowanie orzeczeń tegoż Trybunału. Wiem, średni wybór, ale jeszcze jest.

Dodam tylko, że PiS ciągle próbuje się wyłgać rzekomo ciągnącym się konfliktem z PO. Działaniami tej partii tłumaczy swoje zachowania wobec Trybunału, KODu, administracji, telewizji. Konflikt z definicji toczy się między równymi partnerami. Nie ma żadnej równości między władzą, a opozycją, gdy ta pierwsza łamie reguły demokracji. Jest po prostu przemoc wobec społeczeństwa, które może tylko generować opór. Nie jest to więc żaden konflikt. Opozycja nie ma w tej chwili żadnego wpływu na działania struktur państwowych. Mówienie o "konflikcie" jest więc niczym innym, jak propagandową ściemą.
Trwa ładowanie komentarzy...