O autorze
Mam 38 lat, jestem ojcem, psychologiem, amatorsko – biegaczem. W ramach pracy w Falochronie staram się, by szeroko rozumiane środowisko szkolne było nieco przyjaźniejszym miejscem. Prowadzę interwencje w przemocowych szkołach, pomagam poszkodowanym, prowadzę międzynarodowe badania nad zjawiskiem przemocy (program STRONG). Przygotowuję trenerów edukacyjnych do pracy w agresywnym środowisku (STER). Pracuję także w Miejskim Centrum Profilaktyki Uzależnień w Krakowie jako superwizor. Współpracuję z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej i Poradnictwa w Myślenicach, a okazjonalnie z wieloma innymi środowiskami. Jestem trenerem II stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Przewodniczącym Sekcji Trenerskiej PTP. Prowadzę zajęcia na Psychologii Stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

A co jeśli jest na odwrót?

Wielu z nas zastanawia się, co się właściwie dzieje w naszym kraju. Pojawia się mnóstwo głosów, że poseł Kaczyński wyprowadza nas z Europy. Według mnie jest zupełnie na odwrót. Właśnie do Europy wchodzimy. Tak naprawdę.

Profesor Nowak sformułował teorię bąbli zmiany społecznej. Głosi ona, że aby jakaś nowa postawa, trend w społeczeństwie stał się w nim normą, najpierw muszą powstać „bąble zmiany”. Są nimi aktywne jednostki, które głoszą nowe idee. Początkowo stanowią mniejszość, lecz wokół nich zaczynają pojawiać się inne bąble, aż w końcu dana postawa osiągnie masę krytyczną i zacznie być dominująca. Zwolennicy starego porządku jednak nie próżnują – gromadzą się wokół najaktywniejszych spośród siebie, którzy usiłują przywrócić to, co kiedyś było. Gdyby przypadkiem udało im się odzyskać przewagę, bąble zmiany okopują się na swoich pozycjach i najwytrwalej próbują obronić wprowadzone przez siebie zmiany.



Tyle teoria. W naszym kraju dzieje się właśnie wiele niepokojących zjawisk. Radykalizują się środowiska skrajnej prawicy, obóz rządzący podważa zasady liberalnej demokracji, rosną w siłę środowiska antyeuropejskie. Rząd zamierza – przynajmniej tak głosi – cofnąć wiele reform wprowadzonych w ostatnich latach – obniżyć wiek emerytalny, zlikwidować gimnazja, cofnąć 6-latki do przedszkoli etc. Komentatorzy łapią się za głowy, bo w ten sposób za 2 lata padnie budżet. Łatwo też takim ruchom przykleić łatkę populizmu i uznać, że są wprowadzane tylko po to, by zdobyć poparcie społeczne. Oczywiście, można też zastanawiać się nad zdrowiem psychicznym posła Kaczyńskiego, ale to także nie tłumaczy, dlaczego ma poparcie między 30 a 40% społeczeństwa. Innym sposobem wyjaśniania rzeczywistości, w której się znaleźliśmy jest doszukiwanie się analogii do różnego rodzaju manipulacji dziejących się w sektach. Niemniej jednak – nie da się wprost przełożyć mechanizmów z małych grup, jakimi są sekty na wiele milionów ludzi, których łączy tylko to, jak głosowali w wyborach.

Według mnie koncepcja profesora Nowaka doskonale tłumaczy te pozornie nielogiczne i chaotyczne zachowania PiSu, jeśli przyjmiemy, że są one reakcją społeczną na silne bąble zmiany. Poseł Kaczyński wyczuł nastroje społeczne – nadchodzącą zmianę i na tych nastrojach zdobył władzę. Jednak wbrew temu, co mówili jego spin doktorzy, zachowania jego partii są reakcją na zmianę zachodzącą w społeczeństwie – swoistą kontrakcją, a nie zmianą samą w sobie.

Od 2004 roku jesteśmy w Unii Europejskiej. Przez ponad ćwierćwiecze próbujemy budować liberalną demokrację. Nasze prawodawstwo, zachowania na arenie międzynarodowej, demonstrowane publicznie poglądy sugerowały, że nią jesteśmy. Z drugiej strony jednak mam wrażenie, że było to bardzo powierzchowne, albo zarezerwowane dla wąskiej grupy elit państwotwórczych. Rzeczywisty poziom akceptacji fundamentów demokracji był dosyć słaby. Takie idee, jak wspólna przestrzeń publiczna, o którą należy dbać, kontrola władzy przez społeczeństwo, pochodzenie prawa od umowy społecznej, do której prowadzi kompromis – wyżej ceniony niż walka z wrogiem do upadłego wywoływały zazwyczaj co najwyżej uśmiech politowania dla naiwności je głoszącego. Dla doraźnych korzyści – na przykład funduszy UE, możliwości wyjazdu bez paszportu za granicę, własnych zysków – możemy je głosić publicznie, natomiast w głębi serca bliżej nam do wschodniego modelu funkcjonowania społeczeństwa (oczywiście – jest to duże uproszczenie). Społeczeństwo zaczęło się dzielić na tych odnoszących większe i mniejsze korzyści z takiego modelu, niemniej jednak pewien tradycyjny konstrukt relacji społecznych opartych o duży dystans do władzy (traktowanie władzy jak obcych), niską partycypację społeczną i budowanie wspólnoty w oparciu o jakiegoś wroga miał się nieźle.

Tak było do niedawna. Od kilku lat jednak zaczęły się jednak pojawiać sygnały świadczące o zmianach. Na przykład badacze zajmujący się modelami funkcjonowania rodzin dostrzegli, że w 2006 roku doszło do dużego przewartościowania dominujących postaw rodzicielskich. Chodzi tu zwłaszcza o rolę ojca – wówczas – nie wiadomo jeszcze dlaczego – znacząco wzrosła liczba mężczyzn aktywnie włączających się w wychowanie swoich dzieci. Zaczęły pojawiać się ruchy miejskie, opierające się na zaangażowaniu obywatelskim. Polska zaczęła biegać. Jednocześnie mocno rósł średni dochód mieszkańców i pojawiły się sieci społecznościowe.

Te pozornie niezwiązane ze sobą sprawy łączy jedno: duża aktywność jednostek, a także pojawianie się miejsca do regulowania zasad współużytkowania przestrzeni publicznej na zasadzie umowy społecznej. Umowa ta może być zmieniana – nie jest sztywna i oparta na „wartościach wyższych”, a na woli tworzących ją świadomych osób.

Zwolennicy „starego porządku” poczuli się zagrożeni. Świat, w którym rządzi umowa społeczna, a nie patriarchalna władza, gdzie bardziej przebojowe jednostki mają łatwiej, który jest otwarty na innych – można z niego wyjechać i do niego przyjechać (dalej w dużym uproszczeniu) niekoniecznie jawi im się jako miejsce, w którym chcieliby żyć. W większości – z lęku, że się w nim nie odnajdą (często – uzasadnionego). Stąd tak gwałtowne, agresywne reakcje. I działania polegające z jednej strony na usztywnianiu status quo – kontrola, a w praktyce zakaz, sprzedaży ziemi, lasów; z drugiej – na cofaniu wprowadzonych niedawno zmian (tylko dlatego, że dawniej tak nie było), a z trzeciej – na podważaniu zasad prawa, umowy społecznej, konsultacji społecznych na których zbudowany jest świat, w którym prawo pochodzi od umowy, a nie istoty wyższej.

Dlatego to nie PiS wprowadza zmianę w społeczeństwie, a KOD, partia Razem i inne ruchy oparte o rzeczywistą partycypację tworzących je ludzi. Bez wyraźnych, charyzmatycznych liderów, tworzone przez osoby, które do niedawna nie zajmowały się polityką. Tej zmiany boi się spora część społeczeństwa, która jednak nie potrafi zidentyfikować źródła tego lęku. A rozgląda się po świecie i widzi uchodźców, terrorystów, Merkel. W Polsce prawie nikt nie widział uchodźcy, jednak boi się go wielu. To tylko swego rodzaju personifikacja lęku przed zmianą, a nie rzeczywisty powód.

Dopiero budujemy demokrację – na poziomie rzeczywistych postaw obywateli, a nie instytucji, prawa czy wskazywania kierunku przez elity. Rodzi się ona w bólach. Możemy jednak przez przypadek nie zdążyć jej zbudować – gdy strach przed nią okaże się silniejszy. Bądźmy dobrej myśli – dopiero się rozkręcamy!
Trwa ładowanie komentarzy...