Gdy mija szok...

Pora się otrząsnąć z szoku i robić swoje, drogie Panie i Panowie. Również w mediach, jak nasze!

Pół roku szoku


Minęło pół roku premier Szydło. W tym czasie PiS zabrał się za przejmowanie mediów, likwidację służby cywilnej, próbuje zdobyć kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości, zadłuża nas. Przyjmuje ustawy dające możliwość uznaniowego ograniczania swobód obywatelskich. Pewnie nie po to, by z nich nie skorzystać. Wprowadza autorytaryzm. Mówi o tym i widzi to cały świat, tylko nie ta partia i jej wyborcy.

O co tu chodzi?

Tak jak duża część społeczeństwa, potrzebowałem odpowiednich słów by zrozumieć, co się w naszym kraju właśnie wydarza. I te słowa padały z ust cenionych przeze mnie dziennikarzy: Tomasza Lisa, Jacka Żakowskiego, Janiny Paradowskiej – za to Wam dziękuję. Myślę też, że dzięki temu wielu naszych obywateli obudziło się z letargu, w który zapadli wiele lat temu.
Mam jednak wrażenie, że od jakiegoś czasu medialnie kręcimy się w kółko. Mam na myśli ciągłe udowadnianie odbiorcom, że działania rządu są niedemokratyczne. A także bezustanne wnioskowanie z min i gestów posła Kaczyńskiego – co nas czeka w bliższej i dalszej przyszłości. I dlatego mam propozycję – pójdźmy z tym dalej.

Słabość uogólnień i interpretacji

Po pół roku rządów PiS wiemy już na czym stoimy. Niewielka większość (sumaryczna) naszych rodaków nie akceptuje tej formacji i jej metod sprawowania rządów w całości. Porównywalna, choć na ogół nieco mniejsza liczba obywateli wyraża dla posła Kaczyńskiego uznanie. W konkretnych sprawach natomiast – jak na przykład drukowania wyroku konstytucyjnego, stanowisko rządu bywa akceptowane w znacznie mniejszym stopniu.

Zdaje się także, że powoli strony zaczynają się okopywać jak w wojnie pozycyjnej. Kto miał się obudzić z letargu demokratycznego – zrobił to. Ci, którym nie przeszkadzają metody pisowskie, raczej nie odstąpią posła Kaczyńskiego dlatego, że będziemy im udowadniać, że to co się dzieje – nie jest demokracją. Z kilku powodów. Sami nie cenią zbytnio demokracji, nie wiedzą czym ona jest, nie wyobrażają sobie konsekwencji rządów autorytarnych. Sam PiS nie naruszył jeszcze zbytnio interesów „zwykłych ludzi”. Swoje działania koncentrował na przejmowaniu zaplecza rządu i władzy we wszelkich jej odmianach. Wyborców, którzy z nadzieją na zmianę głosowali na tę partię jak na razie specjalnie to nie ruszyło. Co najwyżej gorzej im się ogląda wiadomości, ale zawsze można przełączyć na inny program. Poza tym – w ich życiu nic się nie zmieniło. Więc się dziwią krzykaczom z KODu – o co im chodzi. I o co chodzi z tą demokracją, której chcą bronić? Przecież dalej sklepy są pełne i można wyjechać za granicę.

Którym palcem ruszył Kaczyński?

Ten wątek dyskusji naszych dziennikarzy, usiłujących wywróżyć z tego, co zrobił poseł Kaczyński zapowiedź kierunku, w którym potoczą się losy tego kraju, wyjątkowo mnie irytuje. Po pierwsze dlatego, że to bez sensu. Nawet szef PiSu nie wie, co się wydarzy. Może mieć swoje zamiary, plany, ale po pierwsze: pół kraju mu się postawiło – co miał przejąć, to przejął, zdaje się, że z resztą nie pójdzie mu tak łatwo. Po drugie – sytuacja na świecie jest dziś mocno nieprzewidywalna. Widać, że nie jest on żadnym demiurgiem, z diabelskim planem. Zdaje się, że od jakiegoś czasu musi improwizować.

Dokładna analiza zachowań wodza przypomina także mechanizm dziejący się w rodzinach przemocowych. Gdy ojciec wraca do domu, cała rodzina usiłuje jak najszybciej odgadnąć, czy pił i w jakim jest nastroju. Bo to może oznaczać zapowiedź, czy będzie bił, czy nie. Ta strategia tylko pozornie pomaga – daje iluzję kontroli nad sytuacją, ale ojciec i tak robi to, co uważa za słuszne, dla niego korzystne. Za to fakt, że rodzina tak rozważa każdy jego ruch – daje mu dodatkową kontrolę nad swoimi ofiarami. Z posłem Kaczyńskim jest podobnie – to, że najwięksi dziennikarze w tym kraju godzinami rozbierają jego wypowiedzi na czynniki pierwsze – daje mu tylko satysfakcję i jeszcze większą władzę. Dlatego mój apel – po prostu tego nie róbmy. I tak zrobi co chce – trzeba na to reagować, ale nie ma co wróżyć z fusów.

Róbmy swoje

To, co mnie, jako szeregowemu sympatykowi i działaczowi w akcjach organizowanych przez KOD, pomogłoby najbardziej, to rzetelna informacja o tym, co się dzieje. Na poziomie konkretnych działań podejmowanych zarówno przez rząd jak i opozycję. To pozwoli adekwatnie działać, a jednocześnie będzie stanowiło odtrutkę na pisowską propagandę. Zwłaszcza, że żyjemy w czasach bąbli informacyjnych, gdzie docierają do nas informacje tylko od „swoich”. Szok już powoli mija, teraz przyjdzie czas na dostosowywanie się do sytuacji (co nie oznacza jej akceptację). I tu proszę kolegów o wsparcie – bądźcie naszymi oczami, ale mówcie nam o faktach, bo bardziej tego potrzebujemy teraz niż kiedykolwiek.
Trwa ładowanie komentarzy...