Nękanie pomocy społecznej

Instytucje pomocy społecznej zaczynają przegrywać konfrontacje z nękającymi ich zaburzonymi ludźmi. Dzieje się tak m.in. dzięki rozpętanej nagonce - podsycanej umiejętnie przez polityków - na pracowników pomocy. Konsekwencje tego ponoszą natomiast najsłabsi: ofiary znęcających się nad nimi rodziców, często też dzieci. Pracownicy socjalni przestają czuć się bezpiecznie podejmując bardzo trudne decyzje w obronie poszkodowanych.

Od kilku lat prowadzę superwizję dla różnych instytucji pomocy społecznej: MOPSów, GOPSów, PCPRów, domów dziecka etc. Omawiam z pracującymi tam pracownikami socjalnymi, psychologami, pedagogami trudne sytuacje w pracy na rzecz klientów, współpracę w zespole. Pracownicy ci dzięki temu wiedzą jakie działania podejmować, nieco lżej im emocjonalnie (pracownik socjalny to najbardziej narażona na wypalenie zawodowe profesja ze wszystkich), więcej wiedzą.

Praktycznie każda z tych instytucji - niezależnie od lokalizacji, wielkości etc. ma swojego trolla. Najczęściej jest to zaburzona lub chora psychicznie osoba - zwykle z różnymi formami paranoi, która pisze skargi. Za wszystko, na wszystkich. Zachowuje się przy tym niezwykle agresywnie. Często tego typu zachowaniom towarzyszy też próba wymuszania świadczeń - zwykle dodajmy - udana.

Tego typu zachowania wpisane są w "ryzyko" pracy w tym zawodzie. Ostatnio jednak - zwłaszcza w powiatowych miastach, trolle zyskały wiatr w żagle. Burmistrzowie, starostowie zaczęli wymuszać na swoich pracownikach ugodowe nastawienie w stosunku do nękających ich, zaburzonych ludzi. A mówimy tu o pomówieniach rozklejanych na plakatach w połowie miasta, pisaniu donosów, obrażaniu, atakowaniu - często fizycznie w biurach i swoich mieszkaniach, zastraszaniu i całej liście innych zachowań. Pracownicy pomocy społecznej mają być grzeczni (w sensie pokorni), bo się media dowiedzą. A gdy, nie daj Boże, sytuacja dotyczy pieczy zastępczej - rodzin zastępczych i domów dziecka, to pracownikom nic już nie można zrobić. Mogą być poniżani, obrażani, a jeszcze potem mają przeprosić.
Oczywiście - sytuacja ta nie dotyczy każdej miejscowości, problem jest jednak spory. Samorządowcy są politykami - a ci czują w którą stronę wieje. Atmosfera społecznej nagonki na służby jest umiejętnie wykorzystywana i podkręcana przez polityków, zwłaszcza partii rządzącej. Minister Ziobro, który niedawno tryumfalnie przyjmował ustawę zakazującą odbierania dzieci ze względów finansowych - co już wcześniej było zabronione i nie miało miejsca - ma sporo za uszami. Wcześniej podobne rzeczy wyczyniał Gowin, jeszcze jako minister sprawiedliwości w PO.

W starciu z mediami albo na łamach mediów ze swoimi prześladowcami, pracownicy pomocy społecznej są bez szans. Obowiązuje ich tajemnica służbowa - nie mogą ujawniać jakichkolwiek danych na temat swoich klientów, a ci mogą powiedzieć wszystko. Z reguły psychopaci bijący swoje dzieci będą mówili, że to pracownik się nad nimi znęca. Matka alkoholiczka będzie opowiadać wszem i wobec, że odebrano jej dzieci, bo nie miała pieniędzy. Słowem się nie zająknie, że dalsze ich przebywanie z nią groziło ich życiu. A pracownik socjalny musi milczeć.

Naturalnym prawem osób, które uważają się za poszkodowane przez instytucje jest się bronić. nawet tych zaburzonych, bo bywa i tak, że poza tym, że są chorzy, ktoś rzeczywiście wyrządza im krzywdę. Społeczne oburzenie na "złych" pracowników pomocy społecznej - sankcjonowane przez lokalnych polityków, pociąga za sobą bardzo negatywne konsekwencje, z których wymuszenia nienależnego zasiłku to przysłowiowe małe piwo. Zastraszony pracownik socjalny nie postawi granic sprawcy przemocy znęcającemu się nad ofiarą - swoją żoną czy dzieckiem. Nie skieruje wałęsającego się w wymiocinach swojej uzależnionej od alkoholu matki 4-latka do pogotowia opiekuńczego, bo jego babcia obiecała, że może kiedyś się nim zajmie. Przykładów można mnożyć mnóstwo. Wszędzie tam, gdzie należy pomóc klientowi, jego rodzinie poprzez postawienie granic, pracownicy pomocy społecznej zaczynają czuć się bezradni.

Innym, niespodziewanym efektem programu 500+ jest też spadek morale u udzielających pomocy socjalnej. W kilku instytucjach zaobserwowałem odchodzenie pracowników socjalnych z zawodu. Nie są wstanie pogodzić się z tym, że za swoją bardzo ciężką pracę, otrzymują często niższe wynagrodzenie niż ich klienci wsparcie za siedzenie przed telewizorem.
Trwa ładowanie komentarzy...