O autorze
Mam 38 lat, jestem ojcem, psychologiem, amatorsko – biegaczem. W ramach pracy w Falochronie staram się, by szeroko rozumiane środowisko szkolne było nieco przyjaźniejszym miejscem. Prowadzę interwencje w przemocowych szkołach, pomagam poszkodowanym, prowadzę międzynarodowe badania nad zjawiskiem przemocy (program STRONG). Przygotowuję trenerów edukacyjnych do pracy w agresywnym środowisku (STER). Pracuję także w Miejskim Centrum Profilaktyki Uzależnień w Krakowie jako superwizor. Współpracuję z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej i Poradnictwa w Myślenicach, a okazjonalnie z wieloma innymi środowiskami. Jestem trenerem II stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Przewodniczącym Sekcji Trenerskiej PTP. Prowadzę zajęcia na Psychologii Stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Psychodramatyk Kaczyński

Czemu Kaczyński osiąga 50% w sondażach? Jak to robi pomimo ewidentnemu rozmijaniu się z faktami, rzeczywistością? Buduje narodową psychodramę. Wręcz - leczy bardzo wielu ludzi.

50%
Deklarowane poparcie dla PiS sięga 50% - szybuje pod sufit. Przecieramy oczy ze zdziwienia – jak to jest możliwe. Mamy na ten temat wiele wytłumaczeń. Że wyborcy PiSu są tacy, śmacy, owacy. Mają swoje potrzeby i PiS je zaspokaja.
W opublikowanym niedawno w Krytyce Politycznej raporcie z badań „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta” zespołu Macieja Gduli pojawiają się tezy przeczące łatwym uproszczeniom i zmuszające do myślenia w innym niż dotąd kierunku.
Otóż okazuje się, że trudno znaleźć wyznaczniki poparcia dla PiS posługując się kategoriami np. podobieństw doświadczeń (chociażby wykluczenia społecznego). Szukanie w tę stronę nigdzie nie prowadzi. Maciej Gdula dochodzi do wniosków, które mnie – psychologowi posługującemu się dramą i psychodramą do pomagania ludziom, rozwijania ich kompetencji – otwierają oczy ze zdumienia. Powodują, że domykają się brakujące elementy układanki: skąd to się bierze, że spora część narodu woli żyć w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Ale po kolei



Czym jest drama i psychodrama?
Zanim do Kaczyńskiego – parę słów o tym, czym jest drama i psychodrama, bo to kluczowe do zrozumienia dalszej części. Upraszczając, są to metody rozwijania umiejętności społecznych (rozwiązywania konfliktów, budowania wspólnoty, asertywności etc.) – drama oraz forma psychoterapii – psychodrama. Obie czerpią z naszej naturalnej umiejętności do wchodzenia w role. W różnych formach scenek, w których nigdy nie jesteśmy sobą takimi, jak naprawdę jesteśmy, doświadczamy tego, na co sami byśmy sobie nie pozwolili. Na przykład osoby nieśmiałe – ćwicząc asertywność – odgrywają role osób inicjujących kontakty towarzyskie, wygadanych czy nawet dominujących. Sami z siebie by się na to nie zdobyli, ale grając role innych są w stanie doświadczyć tego jak to jest być osobą jasno stawiające granice. Mogą poczuć to, czego sami by nie doświadczyli, bo sobie na to nie pozwolą. Ze względu na swój lęk, postawy, miejsce w systemie etc.
Aby można było pracować tą metodą potrzebna jest „scena”. Jakaś przestrzeń, w której umawiamy się, że tylko odgrywamy rolę. Na sali szkoleniowej jest ona jakoś symbolicznie zaznaczona – linią krzeseł, chustą, kartką papieru. Na tej symbolicznej scenie możemy dowolnie eksperymentować z zachowaniami, aż osiągniemy zadowalający nas efekt – np. postawimy granice koledze. Po skończonej scenie „wracamy do siebie” – symbolicznie wychodzimy ze sceny poprzez powiedzenie swojego prawdziwego, nie odgrywanego imienia. Analizujemy wówczas odczucia po scenie, a także zachowania, które udało się w scence odegrać. Uczestnik szkolenia ma wówczas w swoim doświadczeniu sukces, który w realnym życiu daje szanse zachowania się w pożądany przez siebie sposób.
Istnieją dramy, w których uczestniczą całe grupy. W ten sposób pracuje się głównie z dziećmi i nastolatkami. Na przykład z mocno lękową grupą jesteśmy odkrywcami nowych światów. W opowiadanej przez trenera przygodzie młodzi ludzie odgrywają zbudowane przez niego role – wodzów, wojowników, naukowców. Ludzi posiadających cechy pozwalające na skuteczny sposób radzenia sobie z zagrożeniami płynącymi ze świata. Taka wyprawa może się odbywać na przykład w piwnicy ośrodka szkoleniowego. Kominek jest wówczas ogniskiem, drzwi – portalem do innego świata a stół do tenisa stołowego – schronieniem . I nie ma znaczenia czym jest naprawdę. Gdy grupa umawia się, że jest czymś innym – symbolem, przeżywa go tak, jakby rzeczywiście był jaskinią, gdzie można się schować przed uczestnikami.

Społeczna psychodrama
A teraz wróćmy do Kaczyńskiego. Według autorów raportu „poparcie dla PiS-u bierze się z gratyfikacji, jaką zapewnia uczestnictwo w kierowanym przez lidera dramacie politycznym”. Oznacza to, że w jeszcze bardziej rozbudowanej niż grupowa psychodramie – nazwijmy ją społeczną – ludzie chętnie biorą udział. Daje im ona siłę. Identycznie jak w małych warsztatach, lider PiSu buduje symboliczną, dramową scenę w której można – wchodząc w rolę – poczuć się spełnionym, godnym, akceptowanym. Trzeba tylko dostosować opis samego siebie by móc wziąć udział w tej społecznej psychodramie. Poszukać w swoim lub kogoś życiorysie doświadczeń, które pozwolą odegrać rolę „oszukanego odzyskującego godność”. Wchodzi również w grę odgrywanie „Członka wspólnoty narodowej ludzi normalnych”; „sprawiedliwego tropiącego przekręty i odbierającego niesłusznie zdobyty majątek tym, co nakradli”. Jak pisze Maciej Gdula – trzy filary tej neoautorytatywnej wspólnoty, to rozlicznie elit, przynależność do wspólnoty narodowej – do której nie wszyscy mogą należeć i dominacja nad słabszymi.
W dużym skrócie – oferta jest bardzo atrakcyjna. Możesz poczuć się godnym, silnym, dominującym – jeśli weźmiesz udział w naszej dramie, w której wykluczamy słabszych i innych, jesteśmy jednym wielkim narodem i znęcamy się nad tymi, co do tej pory byli u koryta.
Jest jeszcze kwestia urządzenia sceny dramowej – symbolicznej przestrzeni, w której owo działanie może się odbyć. Na warsztatach, w czasie terapii jest ona budowana poprzez trenera czy terapeutę. Mówię, że przestrzeń pod stołem do ping – ponga to bezpieczna jaskinia i w niej ludzie rzeczywiście czują się bezpiecznie. W skali całego narodu Kaczyński robi to samo, tyle, że za pomocą przychylnych mu mediów i internetu. Nadaje symboliczne znaczenie przedmiotom, zjawiskom, które bez tego są czymś zupełnie innym. KODowcy to oderwane od koryta elity. A że w rzeczywistości to ludzie, którzy nigdy przy żadnym korycie nie byli – nie ma to znaczenia. W naszej psychodramie będą odgrywali taką rolę. Niemcy to symboliczne zagrożenie z zewnątrz. Kibice – obrońcy ojczyny – współczesna wersja Powstańców. Kraj jest w ruinie – możesz go odbudowywać – jak po wojnie. Wybory były sfałszowane – tylko w ten sposób elita, stanowiąca mniejszość, może utrzymywać się przy władzy. Rzeczywistość nie ma znaczenia. Ważna jest nadawana jej symbolika.

Moc dramy
Drama ma potężną moc. Można w jednej chwili –biorąc udział w scence – stać kimś zupełnie innym. Z kombinatora – zostać obrońcą zasad. Z kata – ofiarą. Z nieśmiałego – zdobywcą. Trzeba tylko zacząć odgrywać rolę. Satysfakcja gwarantowana. Musisz tylko przyjąć umowną konwencję, którą Ci sprzedajemy w mediach, sieci.
Drama ma olbrzymią moc rozwoju kompetencji, jest wykorzystywana w terapii z dużym powodzenien. Działa na rzecz dobra indywidualnego i społecznego jednak wtedy, gdy po odegraniu sceny wraca się do rzeczywistości. „Wyczarowuje” z roli. Po omówieniu, co czuły poszczególne postaci – przechodzi się do racjonalnego oglądu z perspektywy już realnie biorących udział w szkoleniu ludzi. Stół przestaje być jaskinią – znowu zaczyna być miejscem do gry w tenisa stołowego. Następuje symboliczny (w formie rytuału) akt zniszczenia przestrzeni symbolicznej. Bo inaczej ludzie zaczynają się gubić co jest ich, a co postaci, którą odgrywali. Zaczynają odczuwać niechęć do osób, które w dramie ogrywały „tych złych”, np. naruszającego granice szefa. A Kaczyński – jako społeczny dramatyk – nie wyczarowuje ludzi z roli. Można się w takiej społecznej psychodramie zatracić. Bycie szeryfem, komandosem, sędzią jest zawsze ciekawsze od rzeczywistego życia. Zwłaszcza, że ułatwia to zjawisko bąbli informacyjnych – nie docierają do odbiorców tego przekazu informacje przeczące nowej – symbolicznej formie.

I co dalej?

Co z tego dla nas wynika? Kilka rzeczy. Po pierwsze – to narzędzie samo się po jakimś czasie wypali. Gdy ludzie zaspokoją swoje potrzeby bycia akceptowanym, silnym, mądrym (każdy z nas je ma), nie będą już tak potrzebować tej dramy. Nie oznacza to jednak, że ta forma rządu dusz nie zostanie zastąpiona inną – znacznie bardziej represyjną.
Po drugie – Kaczyński oferuje ludziom z ich punktu widzenia – przyjazne dla nich role. Pomaga zaspokoić potrzeby bycia akceptowanym, silnym, sprawiedliwym. To nie są patologiczne potrzeby. Sposób ich zaspokojenia jest jednak kosztowny. Karze porzucać rzeczywistość, zaprzeczać faktom świadczącym o niezgodności wyobrażeń ze stanem faktycznym. A ludzie – w większości przypadków – jak mogą coś osiągnąć w mniej szkodliwy dla siebie sposób – zrobią to. Oznacza to, że nasz naród potrzebuje alternatywnej wobec neoautorytaryzmu – wizji społeczeństwa. Opowieści, w której zwykli ludzie odnajdą miejsce i rolę dla siebie. Dotychczasowa polityka nie dawała takiej oferty. Opowieści o kraju, w którym żyją na ogół dobrzy ludzie. Są dobrzy, bo szanują sąsiadów, mają swoje małe ojczyzny w których mogą się zażarcie kłócić o 10 centymetrów ziemi, ale są do niej przywiązani. O tym, że jak będziesz w potrzebie – ktoś Ci pomoże. O tym, że nasi sąsiedzi mają swoje wady – tak jak my. Udaje nam się jednak nawzajem korzystać z naszych zalet. Niemcy mają pieniądze i technologie, a my wykształconych ludzi, jesteśmy kreatywni i wykorzystujemy swoje zasoby do szybkiego organizowania się. Również o tym, że jak ktoś mnie oszuka, to ktoś mi pomoże. Że w naszej małej ojczyźnie kolor skóry ma niewielkie znaczenie. O tym jak ja – statystyczny Kowalski – mam się czuć dumny, silny, potrzebny. W tym co ja robię – a nie ludzie z elity. Że jak podlewam kwiatki sąsiadce – buduje wspólnotę. Że jak zadzwonię po policję, bo sąsiad bije dzieci, to je ratuję, a nie rozbijam rodzinę. O tym, że jak chodzę do kościoła, to buduję społeczność lokalną. O tym, że jak nie chodzę do kościoła tylko w niedzielę biegam, to też jest ok – dbam w ten sposób o siebie i rodzinę. Że jak się boję „Muzułmanina”, który wysadza niewiernych, to mam prawo nie chcieć, by on pojawił się w naszej ojczyźnie, ale jednocześnie muszę wiedzieć, że strach niekoniecznie jest najlepszym doradcą. I że większość wyznawców Allacha to spoko ludzie. Mógłbym tak jeszcze ciągnąć. Sęk w tym, by móc naszym rodakom opowiedzieć inaczej niż to robi Kaczyński – że mogą być ok w ich codziennym życiu. I to zadanie dla polityków. Dla nas istotnym jest także by rozumieć, że nie przekonamy wyborców PiSu do tego, by porzucili tę psychodramę logicznie argumentując, że rzeczywistość jest inna, niż się im wydaje. Z ich perspektywy – roli którą odgrywają – nie możemy tego zrobić. Bo albo jesteśmy słabi – wówczas trzeba się nad nami znęcać, albo elitą – to trzeba nas okraść. W ten sposób można być dalej w dramie.

Kompetencje społeczne first!
Długofalowo oznacza to, iż jeśli chcemy mieć w Polsce demokracje – musimy mocno zainwestować w rozwój kompetencji społecznych naszych rodaków. Jeśli teraz tak chętnie wchodzą w tę dramę Kaczyńskiego – należy sprawić, by była ona niepotrzebna. By ludzie w rzeczywistym życiu potrafili budować współpracę, posiadali pozytywną i adekwatną samoocenę. By mieli poczucie mocy płynące nie z agresji, a z rzeczywistych umiejętności.
Druga sprawa to społeczna walka ze zjawiskiem przemocy. Ważnym elementem dramy Kaczyńskiego jest odrzucanie, wyżywanie się na wszelkich innych i słabych. Jednym z powodów, dla których młodzi chętniej niż do tej pory popierali jego partię, jest fakt, że w chwili obecnej w szkołach w prawie każdej klasie jest ktoś odrzucany, niszczony. Nasz system edukacji sobie z tym nie radzi. Znaczy zaczął sobie radzić – zwłaszcza w gimnazjach, gdzie wiele lat inwestycji w kadry spowodowało, że pod koniec funkcjonowania te szkoły stały się znacznie bezpieczniejsze niż podstawówki. Wskazywał to raport IBE. Kaczyński mówi, że odrzucanie innych jest elementem wspólnototwórczym. Sankcjonuje zło, którego doświadczają ofiary takiej „wspólnoty”. Bo można budować wspólnotę opartą na współdziałaniu – bez potrzeby tworzenia wroga. To jest jednak trudniejsze. Wymaga kompetencji komunikacyjnych, rozwiązywania konfliktów, asertywności. Znowu wracamy do tezy o rozwoju kompetencji społecznych na masową skalę, jeśli chcemy mieć demokrację.
Na krótką metę – musimy zakończyć tę dramę. Z jednej strony bez pozytywnej opowieści – opartej jednak na rzeczywistości – o roli zwykłych ludzi nie ma co marzyć o zwycięstwie. Drama jest ciekawsza niż życie. Do tego potrzebujemy polityków. Jednocześnie musimy wskazywać ludziom koszta osiągania swoich potrzeb w taki sposób. Mówić OK – chcecie się czuć godnie. To szukajmy sposobu na Waszą godność bez łamania prawa, niszczenia innych, środowiska naturalnego i zrażania sobie do nas wszystkich sąsiadów. Musimy także jednoznacznie stawiać granice, co przy zaprzęgnięciu całego aparatu państwowego nie jest proste. Wszelka pomoc z zagranicy mile widziana. I nie bójmy się walki z dramowymi symbolami typu miesięcznice. Trzeba przekłuć ten balon. Musimy się okazać silniejsi, stabilniejsi. Wtedy większość nam zaufa.
Trwa ładowanie komentarzy...