Śpiewakowa histeria...

Jakub Śpiewak postanowił pojeździć na wakacje. Pewnie uznał, że jak będzie wypoczęty, to będzie lepiej służył celom swojej fundacji. A że nie miał na to kasy, to uznał, że fundacja powinna mu to zapewnić. O co ta cała afera?

Oczywiście, sam się przyznaje, że ukradł. Be. Nikt go nie kontrolował. Fuj. Nie wiedział do czego służy księgowość. O matko i córko. Zajmował się ważną społecznie sprawą, jak sobie poradzą teraz ci, którymi zajmowała się fundacja? Nie ma szans.
Wiecie Państwo ilu jest takich ludzi w Polsce? Dużo. Ja nie wiem ilu, ale postawiłbym, że mnóstwo. I nawet nie muszą kraść (oficjalnie). Organizacje pozarządowe muszą sobie jakoś radzić w systemie, w którym nie mają szans na zdobycie środków na swoje funkcjonowanie, bo nikt ich nie "daje". I jakoś tymi wszystkimi ludźmi nikt się nie przejmuje. Jest natomiast halo z Jakubem Śpiewakiem.
Czyżby tropem była częstotliwość bywania w telewizjach? Na przykład w takich programach?
Tekst linka
I być może to jest problem. Łatwo dać się uwieść sławie, popularności. A jak się wyląduje wysoko, to łatwiej spaść.
Nie chodzi mi o to, żeby bagatelizować problem. Ważne, by nadać mu odpowiednią rangę. Jeden facet zgarnął kasę z chałupniczo prowadzonej fundacji. To nie jest kryzys sektora, od tego nie zawali się system 1 procenta (który swoją droga należałoby przemyśleć). To ludzka słabość, która przytrafia się każdemu. Nawet (albo zwłaszcza) celebrycie). A ile osób może wpisywać różne rzeczy na blogach?
Trwa ładowanie komentarzy...